niedziela, 7 sierpnia 2011

na początek

Nie chcę pisać w tym blogu o polityce, bo tylko byłyby to słowa niedopuszczone do słownika poprawnej polszczyzny, no i po co komu się denerwować? 07.08.2011r.- upał, huki, trzaski, piski, czyli wszystko to, bez czego nie mógłby się odbyć odpust. Tak z rana dzieciaki zaczęły terroryzować spokojną dzielnicę petardami, pistoletami na kulki i tymi bez kulek. Tłok i mnóstwo stanowisk ze słodyczami i różnymi chińskimi produktami (jedynie kupiłam wachlarz, który ma mi uprzyjemnić jutrzejszą podróż pociągiem). Upał ( bo o 17 jeszcze było około 30 stopni Celsjusza) dawał się we znaki wszystkim ludziom i zwierzętom. Natrętne muszki już około 5. dzień buntują się w moim mieszkaniu i atakują przy każdej okazji wyciągnięcia czegokolwiek do jedzenia. Wieczór- chmury zaczęły się zbierać nad naszą dzielnicą. Chyba lunie. A tak bardzo chciałam jeździć dziś na rowerze wieczorem, odpocząć od tych wszystkich problemów. Czas przygotować się na jutrzejszą podróż :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz